czwartek, 30 października 2008
poniedziałek, 27 października 2008
niedziela, 26 października 2008
sobota, 4 października 2008
First ride
Jedziemy przez miasto shuttle busem. Jest niedziela rano, ale na ulicach sporo samochodów i tworzą się małe korki. Korek jest nawet na pasie dla autobusów, po którym mogą jeździć tylko autobusy i taksówki (tutaj jeżdżą nim wszyscy). Między stłoczonymi samochodami przeciskają się skutery. Wszyscy trąbią, jak by to miało przyspieszyć jazdę.
Przez okno podziwiamy pierwsze neapolitańskie widoki. Wypatrujemy śmieci, ale jest ich mało, czasem tworzą małe stosy wokół kubłów (w których jest miejsce). Kolejny dowód na to, że telewizja kłamie. Mijamy dworzec główny, w którego okolicach widzimy wielu murzynów niosących na plecach wypchane niebieskie foliowe worki.
Dojechaliśmy na Piazza Municipio, co prawda przystanek nazywa się inaczej, ale kierowca mówi, że to Piazza Municipio i macha ręka w mniej lub bardziej określonym kierunku. Wysiadamy więć pod zamkiem Castel Nuovo i rozglądamy się za placem, na który mieliśmy się udać. Znowu widzimy murzynów.
Przez okno podziwiamy pierwsze neapolitańskie widoki. Wypatrujemy śmieci, ale jest ich mało, czasem tworzą małe stosy wokół kubłów (w których jest miejsce). Kolejny dowód na to, że telewizja kłamie. Mijamy dworzec główny, w którego okolicach widzimy wielu murzynów niosących na plecach wypchane niebieskie foliowe worki.
Dojechaliśmy na Piazza Municipio, co prawda przystanek nazywa się inaczej, ale kierowca mówi, że to Piazza Municipio i macha ręka w mniej lub bardziej określonym kierunku. Wysiadamy więć pod zamkiem Castel Nuovo i rozglądamy się za placem, na który mieliśmy się udać. Znowu widzimy murzynów.
sobota, 27 września 2008
Lądowanie
Pobudka o 5 rano i jedziemy na lotnisko Schoenefeld. Na drodze bardzo mało samochodów, ale system zapobiegający powstawaniu korków w tunelu zatrzymuje nas przed tunelem i musimy postać parę minut. W końcu dotarliśmy na lotnisko, nadaliśmy bagaż (zmieściliśmy się w 20kg :) ), szybkie frytki w lotniskowym Burger Kingu i do samolotu. Standardowo szkolenie na temat masek tlenowych, wyjść ewakuacyjnych itp. i wreszcie startujemy. Jest bezchmurnie, więc widać Niemcy z góry, potem nic nie widać, bo śpimy. Budzimy się gdzieś nad Włochami, wreszcie pojawia się Neapol. Schodzimy do lądowania, ale można odnieść wrażenie, że zaraz wylądujemy na dachu któregoś z budynków. Na szczęście pilot trafił w pas startowy i wylądowaliśmy na lotnisku Neapol Capodichino, w zupełnie innym świecie.
sobota, 20 września 2008
Przygotowania
Ostatnie chwile przed wyjazdem. Do Berlina autem, a stamtąd samolotem do Neapolu. Gorączkowe przypominanie sobie Co miałem jeszcze spakować?, ciągłe ważenie walizki (czy aby w bliżej nieokreślony sposób nie przybrała na wadze) i pewne objawy Reisefieber.
Do napisania już z Neapolu.
Do napisania już z Neapolu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
